Najnowszy numer Kwartalnika SSP Iustitia jest już dostarczany

a w nim :

Spis Treści – NR 3(29)/2017

Temat numeru

Prawo cywilne

Prawo karne

Prawo ustrojowe

Ważne pytania

Przegląd wydarzeń 

Varia

..............................................................................

Udział czynnika obywatelskiego (suwerena) w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości, czy polityków w zawłaszczaniu sądów?

PROF. UŚ dr hab. Krystian Markiewicz

Trwa bezpardonowe, brutalne niszczenie wolnych sądów. Niektórzy przedstawiciele opcji rządzącej nawet nie kryją, że projekty, które przegłosowują, są sprzeczne z Konstytucją, ale zobowiązania polityczne są ponad to. Rzecz w tym, że instytucjonalni strażnicy Konstytucji nie spełniają swojej roli. Faktyczni – formalni i nieformalni – inicjatorzy zmian, niczym operatorzy harwesterów w Puszczy Białowieskiej, taranują kolejne mechanizmy obronne niezależności sądów. W przypadku puszczy wycinka odbywa się pod pozorem ratowania jej przed kornikiem drukarzem. W przypadku sądów niszczenie niezależności odbywa się pod pozorem „wycinki złogów komunizmu” i „przywracania kontroli nad sądami suwerenowi”. Jak wiadomo, średnia wieku sędziów to nieco ponad 40 lat, a wprowadzenie kontroli politycznej, to jawne łamanie konstytucyjnej zasady odrębności i niezależności władzy sądowniczej.

cały tekst w załączeniu

 

W debacie politycznej uzasadnieniem dla tych dewastujących wymiar sprawiedliwości zmian jest art. 4 Konstytucji RP. Zgodnie z nim, władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. Te przepisy mają rzekomo dawać podstawę do tego, by ujarzmić inne wskazujące, że ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej (art. 10) oraz że Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz (art. 173). Ma to tym bardziej dotyczyć przepisu głoszącego, że KRS stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów (art. 186). Pan Prezydent mówi o tym, że brakuje kontroli społeczeństwa nad władzą sądowniczą, a z regulacji, że sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej na wniosek KRS na czas nieoznaczony, wyprowadza wniosek, że może też decydować, czy sędziemu SN da możliwość dalszego orzekania, czy też przeniesie go w stan spoczynku.

Jak to więc jest? Może warto zacząć analizę tych pozornie sprzecznych regulacji od innych przepisów Konstytucji. Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli (art. 1) oraz demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej (art. 2). Skoro Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym wszystkich, to nie jest dobrem tylko tych, którzy głosowali na określoną partię polityczną. Co zaś się kryje pod klauzulą demokratycznego państwa prawnego? Otóż co najmniej kilka warunków. Chodzi o pewien zbiór wartości wyrażonych wprost lub pośrednio w Konstytucji1. Z orzecznictwa TK wynika, że wartościami takimi są wartości polityczne (m.in.: porządek konstytucyjny, porządek prawny, demokracja przedstawicielska, podział władzy, autonomia parlamentu i jego swoboda prawodawcza, sądowy wymiar sprawiedliwości, odrębność władzy sądowniczej, niezależność sądów i niezawisłość sędziów, subsydiarność i zasada pomocniczości, określająca pozycję samorządu terytorialnego, pluralizm polityczny), wartości samego prawa (m.in. nie retroaktywność, vacatio legis, określoność) oraz wartości dotyczące ustroju gospodarczego2 .

Czy więc jest tak, że art. 4 Konstytucji RP daje podstawę parlamentowi do tego, by zniszczyć niezależność sądów, by wprowadzić znany z PRL-u nadzór władzy politycznej (partii) nad sądami, by skrócić kadencje członkom KRS, Pierwszemu Prezesowi SN i w ich miejsce wybrać nowych sędziów? Oczywiście NIE!

Po pierwsze, wynika to z faktu, że to suweren przyjął Konstytucję i ustalił jednocześnie zasady jej zmiany. To właśnie ta Konstytucja, jako jedna z podstawowych gwarancji ochrony praw i wolności człowieka i obywatela ustanawia wolne sądy, niezależne od polityków. Niszczenie więc tych wartości konstytucyjnych poprzez ustawy jest sprzeczne z wolą suwerena, który Konstytucję w referendum przyjął. Władza polityczna – Pan Prezydent, Pan Minister Sprawiedliwości i większość parlamentarna – musi bowiem działać na podstawie prawa i w jego granicach. Ot ciut dalej, raptem trzy artykuły, o tym jest mowa (art. 7). Te granice zakreśla m.in. art. 235 ust. 4 Konstytucji RP, który stanowi, że ustawę o zmianie Konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat ­bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Nie widzę tam regulacji, która czyniłaby wyłom, np. „chyba że nasi wyborcy przychodzący do biur poselskich uskarżają się na działanie sądów”, albo „że sami doświadczyliśmy przykrości z ich strony”, bądź też „że sądy nie działają wystarczająco dobrze” itd. Nie ma też mowy o tym, że można skrócić konstytucyjną kadencję Pierwszego Prezesa SN, o ile wprowadzona zostanie regulacja skracająca wiek, w którym można orzekać. To naprawdę nie jest skomplikowane.

Ten art. 7 Konstytucji RP oznacza również tyle, że kompetencji się nie domniemywa i się ich nie dodaje, jeśli się nie ma do tego wyraźnej podstawy. To taka uwaga do tego, że Pan Minister Sprawiedliwości decyduje, kto może dalej pozostać czynnym sędzią w sądzie powszechnym, a Pan Prezydent chce decydować o tym, kto pozostanie sędzią SN. Z samego faktu, że Pan Prezydent powołuje sędziów, podkreślam na wniosek KRS i na czas nieokreślony, nie wynika, że w związku z tym może samodzielnie decydować, dla kogo ten czas stanie się bardzo wyraźnie określony. Trudno też znaleźć uzasadnienie dla podobnej roli Ministra Sprawiedliwości. Bo przecież skoro Pan Prezydent takie uzasadnienie znajduje dla swojej roli w powoływaniu sędziów SN, to identyczne być ono powinno co do sędziów sądów powszechnych. Idąc takim tokiem argumentacji można by przyjąć, że skoro Prezydent nadaje obywatelstwo polskie i wyraża zgodę na zrzeczenie się obywatelstwa polskiego (art. 137 Konstytucji RP), to może także pozbawić obywatelstwa. Póki co, nikt na taki pomysł nie wpadł. Wreszcie przepis ten dobrze pokazuje, że nawet aby Prezydent mógł wyrazić zgodę na zrzeczenie się obywatelstwa przez kogoś, potrzebna jest do tego wyraźna podstawa prawna, której nie dało się wywieść tylko z tego, że obywatelstwo to nadaje.

Kompetencji się nie domniemywa, szczególnie jeśli godzi to w inne zasady konstytucyjne, np. odrębności władzy sądowniczej. Jakoś nigdzie nie mogę znaleźć zasady konstytucyjnej, na którą powołują się Minister Sprawiedliwości i Prezydent RP, czyli nadzoru (kontroli) polityków nad sądami. Nie mogę znaleźć, bo jest to sprzeczne z tym, że każdy ma prawo do sądu, który jest niezależny od władzy wykonawczej. Oczywiście pamiętam o podziale i równowadze władz (art. 10). Ale równowaga, współdziałanie nie oznacza jednolitości władzy (to było za czasów wiodącej roli PZPR) lub też hegemonii władzy politycznej nad sądowniczą. To tak na chłopski rozum, nie trzeba być konstytucjonalistą.

Wróćmy jednak do art. 4 Konstytucji RP. Wiadomo, że naród sprawuje władzę sam bezpośrednio lub przez swoich przedstawicieli. Jest oczywiste, że tam gdzie suweren chciał, aby przedstawicieli władzy wybierać w wyborach, zadecydował o tym w Konstytucji. Tak jest co do posłów, senatorów, Prezydenta, ale już nie co do rządu, a jeszcze w mniejszym stopniu co do sądów. W pewnych bowiem sferach, także władzy, czynnik przedstawicielstwa wynikający z wyboru ustępuje innym wartościom, np. profesjonalizmowi. Ze zrozumiałych względów chcemy, by skomplikowane spory prawnicze rozstrzygali profesjonaliści, a suweren przez przedstawicieli (posłów i senatorów) określa zasady ich wyboru i funkcjonowania w ramach Konstytucji. Czy to oznacza, że naród nie może brać udziału w sprawowaniu władzy sądowniczej? Oczywiście, że może! Pytam więc dalej, czy jest to tożsame z tym, że politycy wybrani przez naród mają takie same prawo do tego, jak naród, gdy ten działa bezpośrednio? Tu odpowiedź musi być negatywna. Jest tak dlatego, że wolne sądy, jako jeden z fundamentów demokratycznego państwa prawa, muszą być niezależne od władzy politycznej. Ta władza niemalże z samej istoty chce zagarnąć sądy dla siebie. Dlaczego tak jest? Bo sądy kontrolują tę władzę, pilnują by nie stała się wszechwładzą, są tarczą dla zwykłych ludzi przed omnipotencją polityków.

Jak więc zapewnić udział obywatelom, czy według innej nomenklatury, suwerenowi w sprawowaniu władzy sądowniczej, by ta się nie wyobcowała, nie stała się niesławną kastą? Otóż metod jest co najmniej kilka. Po pierwsze, zwiększenie udziału czynnika społecznego w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości (ławnicy, społeczni sędziowie) i stąd projekt „Iustitii” o społecznych sędziach handlowych. Po drugie, wprowadzenie sędziów pokoju wybieranych w wyborach powszechnych, rozpoznających najprostsze sprawy („Iustitia” jest przygotowana do rozmów). Po trzecie, zwiększenie udziału obywateli w wyborze sędziów do KRS i funkcjonowaniu Rady (jest gotowy projekt „Iustitii” o KRS). Po czwarte, zwiększenie transparentności postępowań, w tym dyscyplinarnych stąd nasz projekt zapewniający szeroki dostęp publiczności, także przez Internet.

Ci, którzy proponują rozwiązania naruszające ww. zasady konstytucyjne, powinni zrzucić maskę przywracania sądów obywatelom, bo jak widać to oni sami chcą decydować, kto w nich będzie zasiadał. Sądy są niszczone niczym Puszcza Białowieska. Są one bezrefleksyjnie karczowane. Przedstawiciele władzy politycznej chcą zagarnąć dla siebie jak najwięcej. Mają swoje sposoby i swoje cele. Tracimy wszyscy, traci Polska. Wracamy do stanu sprzed 1989 r. marnując zdobycze Solidarności. Tak jak drzewa szybko nie urosną, tak zaufania do sądów, do Państwa i prawa też szybko nie odbudujemy. Jest jeszcze czas na zatrzymanie wycinki.

Prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”
Krystian Markiewicz